Dlaczego „The Lobster” Jorgosa Lantimosa to absurdalna perełka kina – recenzja z nutką greckiego szaleństwa
Jako miłośniczka kina, które wywraca świat do góry nogami, nie mogę przejść obojętnie obok twórczości Jorgosa Lantimosa. Ten grecki reżyser, z jego charakterystycznym, suchym humorem i spojrzeniem na ludzkie słabości, tworzy filmy, które zostają w głowie na długo. Dziś skupię się na “The Lobster” z 2015 roku – dziele, które zdobyło uznanie na festiwalach, jak Cannes, i stało się manifestem jego stylu. Warto je obejrzeć? Zdecydowanie tak, ale tylko jeśli lubisz kino, które gryzie rzeczywistość z ironią. Opowiem, dlaczego ten film jest wart waszego czasu, komu może przypaść do gustu, a czego w nim na pewno nie znajdziecie. Na koniec dodam głosy krytyków i widzów, by pokazać, że nie wszyscy dzielą mój entuzjazm.
Kim jest Jorgos Lantimos i jak jego styl kształtuje “The Lobster”
Jorgos Lantimos, urodzony w 1973 roku w Atenach, to twórca, który zaczynał od teledysków i reklam, zanim wskoczył w świat fabuł. Jego wczesne greckie filmy, jak “Kynodontas” (Dogtooth, 2009), szokowały klaustrofobiczną wizją rodziny jako totalitarnego tworu. Potem przyszedł sukces międzynarodowy – “The Lobster” to jego pierwszy anglojęzyczny projekt, z gwiazdorską obsadą: Colin Farrell w roli głównej, Rachel Weisz, a także John C. Reilly czy Léa Seydoux.
Styl Lantimosa to mieszanka black comedy i dystopii, gdzie codzienne sytuacje przeradzają się w groteskę. W “The Lobster” bierze na warsztat miłość i relacje partnerskie, ale podkręca je do absurdalnego poziomu. Wyobraź sobie świat, w którym single mają czterdzieści pięć dni na znalezienie pary w specjalnym hotelu – jeśli nie uda się, zmieniają się w zwierzę (mogą wybrać jakie-na otarcie łez). Brzmi jak satyra na aplikacje randkowe? Owszem, ale Lantimos idzie dalej, krytykując społeczne presje i konwenanse. Film kręcono w Irlandii, co dodaje mu chłodu i surowości, a ścieżka dźwiękowa Yorgosa Mavropoulosa podkreśla napięcie bez zbędnych emocji.
Co ciekawe, scenariusz Lantimos pisał z Efthymisem Filippou, swoim stałym współpracownikiem. Ich duet to gwarancja dialogów, które brzmią jak z innego wymiaru – sztywne, powtarzalne, ale właśnie w tym tkwi siła. Film zgarnął Oscara za scenariusz adaptowany? Nie, ale był nominowany do Złotej Palmy i zdobył Jury Prize w Cannes. Dla mnie to dowód, że Lantimos nie kręci dla mas, ale dla tych, którzy szukają w kinie prowokacji.
Fabuła “The Lobster” – świat, gdzie miłość to przymus, a samotność karana
Główny bohater, David (Colin Farrell), traci żonę i ląduje w hotelu dla singli. Tam panują absurdalne reguły: goście polują na samotników w lesie, by zdobyć punkty na przedłużenie pobytu. Farrell, z brodą i nadwagą (reżyser kazał mu przytyć dla roli), gra everymana, który próbuje dopasować się do systemu. Jednak prawdziwa historia zaczyna się, gdy spotyka kobietę z króliczymi oczami (Rachel Weisz) poza hotelem, w grupie buntowników.
Nie zdradzę więcej, bo spoiler to grzech w takim filmie. Lantimos buduje napięcie powoli, mieszając humor z dyskomfortem. Sceny, jak ta z nosorożcem są tak surrealistyczne, że wywołują nerwowy śmiech. To nie jest lekka komedia romantyczna – raczej komentarz do tego, jak społeczeństwo definiuje “normalność” w relacjach. Inspiracje? Może Orwellowskie “1984”, ale z greckim twistem: zamiast Wielkiego Brata, mamy obsesję na punkcie par.
Film trwa 118 minut, ale czuje się jak podróż w nieznane. Efekty specjalne są minimalne – to kino dialogów i atmosfery, nie fajerwerków. Jeśli znasz inne filmy Lantimosa, jak “The Favourite” (2018) z Oscarem dla Olivii Colman, zauważysz podobieństwa: władza, manipulacja i ludzka absurdalność.

Dlaczego warto obejrzeć “The Lobster” – moje osobiste powody z dystansem
Obejrzałam “The Lobster” po raz pierwszy na festiwalu filmowym i od razu zakochałam się w tej dziwnej, ale genialnej wizji. Po pierwsze, to doskonała satyra na współczesne randkowanie. W erze Tindera, gdzie profile redukują nas do cech, Lantimos pokazuje, jak absurdalne jest szukanie miłości na siłę. Śmieję się do dziś z hotelowych “aktywności”, które parodiują korporacyjne team-buildingi.
Po drugie, aktorstwo stoi na najwyższym poziomie. Farrell, zazwyczaj macho, tu jest kruchy i niepewny – to rola, która pokazuje jego zakres. Weisz dodaje tajemniczości, a cameo Bena Whishawa jako hotelowego managera to czysta perełka. Film prowokuje do myślenia: czy naprawdę chcemy być w relacji, bo “tak wypada”? Dla mnie to lekcja, że samotność nie jest klątwą, a presja społeczna – tak.
Ciekawostka: Lantimos inspirował się greckimi mitami, gdzie ludzie zmieniali się w zwierzęta, jak w “Metamorfozach” Owidiusza. Dodajmy do tego, fakt, że film był zakazany w niektórych krajach za “promowanie homoseksualizmu”, co stanowi kolejny absurd ( tym razem nie ze strony rezysera), bo to satyra na heteronormatywność. Warto? Absolutnie, jeśli szukasz kina, które nie pieści, ale drapie. Obejrzałam go trzykrotnie i za każdym razem odkrywam nowe niuanse.
Komu spodoba się kino Lantimosa w “The Lobster” – portret idealnego widza
Nie każdy polubi “The Lobster” – i to dobrze, bo kino Lantimosa to nie popcornowa rozrywka. Spodoba się fanom surrealizmu i czarnego humoru, jak u braci Coen czy Yorgosa Lanthimosa (wait, to on sam). Jeśli uwielbiasz “Pulp Fiction” Tarantino za twisty czy “Fight Club” za bunt przeciw systemowi, ten film cię wciągnie. Szczególnie jeśli masz powyżej 25 lat i przeżyłaś/eś kilka nieudanych randek – wtedy te żarty trafią w punkt.
To kino dla introwertyków i myślicieli, którzy wolą analizować niż oglądać bezmyślnie. Kobiety często chwalą feministyczny podtekst: buntowniczki w lesie to symbol oporu wobec patriarchatu. Mężczyźni? Ci, którzy nie boją się introspekcji, docenią portret męskiej bezradności. Unikaj, jeśli jesteś wrażliwa na przemoc emocjonalną – sceny są subtelne, ale mroczne.
Z ankiet na IMDb (ocena 7.1/10 z ponad 200 tys. głosów) wynika, że fani arthouse’u dają wyższe noty. Ja, jako widownia, czuję się tam jak w domu – to film, który prowokuje rozmowy przy winie.
Czego nie znajdziecie w “The Lobster” – braki, które mogą rozczarować
Nie oczekujcie happy endu czy wzruszających romansów – “The Lobster” to nie “Titanic”. Brak tu emocjonalnej głębi w klasycznym sensie: postacie są archetypami, nie bohaterami z backstory. Dialogi są celowo sztywne, co dla niektórychjest wyrazem nudy, nie geniuszu. Jeśli szukasz akcji, efektów czy szybkiego tempa, zawiedziesz się – film jest powolny, jak grecka siesta.
Nie ma też jasnych przesłań: Lantimos nie moralizuje, zostawia widza z pytaniami. Krytycy narzekali na brak empatii – np. Roger Ebert.com dał 3/4, chwaląc oryginalność, ale minusując za “zimno”. Dla mnie to zaleta, ale jeśli wolisz kino ciepłe, jak filmy Nolana, to nie twój klimat.
Opinie innych o “The Lobster” – kontrargumenty i burzliwe dyskusje
Nie wszyscy są zachwyceni. Na Rotten Tomatoes film ma 88% od krytyków, ale widzowie dają 67% – wielu narzeka na “zbytnią dziwaczność”. The Guardian pisał o “brylantowej satyrze”, ale Variety krytykował “brak serca”. Przeciwstawne głosy? Niektórzy, jak widz na Letterboxd, twierdzą: “To pretensjonalny bełkot, udający sztukę”. Kontrargument: bez tej dziwaczności nie byłoby prowokacji – Lantimos celowo alienuje, by zmusić do refleksji.
Inna ciekawostka: w Grecji film był hitem, ale w USA dzielił – fani indie go kochają, mainstreamowi odradzają. Ja stoję po stronie entuzjastów: “The Lobster” to dowód, że kino może być niekomfortowe i genialne jednocześnie. Jeśli nie oglądałaś/eś, daj szansę – może zamienisz się w pasjonata surrealizmu.
Cykl: Opinie i Recenzje
Treści lub ich fragmenty stworzono przy wykorzystaniu i pomocy sztucznej inteligencji (AI) – niektóre informacje mogą być niepełne lub nieścisłe oraz zawierać błędy czy przekłamania.

A vintage pulp novel-style cover, hand-painted in oil with distinct brush strokes. Do not include any text. Image of: styled as a movie poster for „The Lobster” by Yorgos Lanthimos, featuring a central overweight man with a beard resembling Colin Farrell, dressed in a formal suit, standing in a dimly lit, elegant but gloomy hotel lobby. He is surrounded by couples dancing stiffly in the background. The scene is set in a cold, gray color palette with subtle Greek architectural elements. In the shadowy background, a woman with rabbit-like eyes resembling Rachel Weisz gazes mysteriously. Through large windows behind the man, a forest is visible where shadowy figures in suits, resembling animals like a rhinoceros and a rabbit, are subtly present, adding to the surreal and grotesque atmosphere of the scene. The composition focuses primarily on the central figure and the eerie, dreamlike setting without any additional text. Use vivid colors with clear contours. The whole design should be in a retro style from the 1950s to the 1970s paperbacks.
