„Breslau” – Krajewski w wersji light

Po obejrzeniu zwiastuna „Breslau” byłam przekonana, że w pisaniu scenariusza brał udział Marek Krajewski. W ostateczności że był konsultantem. Niestety- mistrz kryminału nie brał udziału w produkcji i skończyło się tylko na znaczącej, lecz jednak – tylko inspiracji.

Serialowi nie można odmówić „dobrych momentów”, jednak jako całość wydaje się być rozciągnięty bez potrzeby (można było zrobić mini serial 5 odcinkowy). Serial zyskałby na dynamice, intensywności a mroczny klimat zdominowałby całość. Stało się jednak inaczej i to, co widzimy na ekranie jest kolejną utracona szansą na rasowy kryminał.

Na plus-obsada. Główny bohater, grany przez Tomasza Schucharda to postać o błyskotliwym umyśle, widząca tropy tam, gdzie inni ich nie dostrzegają a zarazem (jak to często bywa) – mający zasady za nic (lub raczej mający własne zasady) o hierarchii służbowej nie wspominając. Jednak największą słabością Franza Podolsky’ego jest jego żona(grana przez Sandrę Drzymalską).

Warstwa fabularna, niestety, utyka. Widać tu inspiracje Krajewskim, czasem wręcz kalki scen zabrakło jednak tego, za co czytelnicy kochają jego kryminały – skomplikowanej lecz składającej się w logiczną całość zagadki. Mamy za to chaotyczność – jeden podejrzany (i zamknięty), drugi podejrzany (tu z kolej chory umysłowo) a morderca nadal hula…Czas goni – sprawa ma być zamknięta w ciągu tygodnia, bo zbliżają się Igrzyska Olimpijskie (Monachium, 1936) i na rozkaz góry wszystko ma być do tego czasu wyjaśnione. Warto dodać – pierwsza ofiara jest Żydem, co (jak nietrudno się domyślić) tylko zwiększa presję. Lubię filmy kryminalne, widziałam ich całkiem sporo i najlepsze, moim zdaniem, są te, w których widz ma szansę sam trafnie wytypować zbrodniarza. W tym wypadku -przy chaosie w fabule i skakaniu od podejrzanego do podejrzanego, szansa jest niewielka. Choć może wina leży w moim deficycie inteligencji.

Młoda, rozkapryszona do wszelkich granic, traktująca męża jako starego zgreda (różnica wieku między małżonkami jest znacząca). Wybitnie irytująca postać – każda scena bez jej udziału (niewiele niestety) była ulgą. Na szczęście dla równowagi scenarzysta zaserwował widzowi o wiele ciekawszą postać kobiecą – wybitna panią psychoterapeutkę świetnie zagraną przez Karolinę Gruszkę. Inga Eissmann to kobieta niezależna (co podkreśla ubiorem), o otwartym umyśle, mająca za nim konwenanse. Trudno odmówić jej odwagi i pewności siebie. Kontrast między obiema kobiecymi postaciami jest uderzający.

Nie sposób nie docenić warstwy wizualnej-wreszcie widać, że budżet został doszacowany i nie trzeba ratować się półśrodkami. Wnętrza, ich wystrój są prawdziwą ucztą dla oka. Z drugiej strony -może właśnie przez fakt, iz tych wnętrz jest tak dużo trudniej stworzyć mroczny, brudny klimat Breslau

Na koniec coś, co w polskich serialach i filmach nie jest oczywiste Breslau” jest dobrze udźwiękowione – nie musicie włączać podpisów, aby usłyszeć dialogi

Podobne wpisy